Rozsypane breloki

Gdy byłem tego lata na wakacjach nad morzem, spotkała mnie bardzo przykra przygoda. Pojechałem nad morze z paczką znajomych i świetnie się bawiliśmy. Wygłupialiśmy się na całego i szaleliśmy na plaży. Zdawało się, że inni plażowicze mieli nas serdecznie dość. Moi koledzy robili innym plażowiczom psikusy, gdy na przykład widzieli jakieś ładne dziewczyny, które się opalały, nabierali wody do wiadra i oblewali je. Tego feralnego popołudnia zrobili to samo. Akurat szedłem wtedy razem z nimi, i nagle oblali jakieś dziewczyny i zaczęli uciekać. Bez chwili namysłu również zacząłem uciekać, bo było oczywiste, że szedłem razem z nimi. Przez chwilę nieuwagi wpakowałem się w stragan jakiegoś faceta, który sprzedawał breloki. Uderzyłem w stragan z całej siły i prawie że go przewróciłem. Wszystkie breloki wylądowały na ziemi. Ja się poślizgnąłem i nie dałem rady uciec. Akurat w tym momencie przechodziła obok straż miejska. Koledzy uciekli, ale ja nie miałem szczęścia. Nie dość, że musiałem pomagać pozbierać wszystkie breloki, to jeszcze dostałem mandat za zakłócanie spokoju, bo oblane kobiety zobaczyły wszystko i przyszły na mnie donieść, choć ja nie zrobiłem im nic złego. Tak to już było z moim pechem.